— Nie mów tak. Sam dobrze wiesz, co ci zarzuca.
— Cóż takiego?
— Wszystko jedno. Ty wiesz i ja wiem... Otóż zarzuca ci, że gospodarujesz za dużo na własną rękę, a tego on nie może ścierpieć.
— Chciałby mi związać ręce?
— Zwłaszcza wówczas, kiedy bijesz!
— Czy mam pozwolić ludziom, by gadali, co chcą?
— To nie! Ale mógłbyś im trochę zejść z drogi. Ojciec czynił to zawsze i widzisz, jak go wszyscy szanują.
— Może nie dręczyli go tak jak mnie?
Ingrid milczała przez chwilę, potem obejrzała się i rzekła:
— Nie zda się na nic mówić o tym! Ale jeśli wiesz, że spotkasz wrogów, to lepiej nie idź tam, gdzie są.