Powitano Torbjörna życzliwie i wszyscy otoczyli go kołem.

— Niech Bóg błogosławi zabawie. Dobre piwo na stole, ładne dziewczęta na sali i wyśmienita muzyka! Wiwat!

Tak wykrzyknął Aslak i wmieszał się w tłum.

Jedni roześmiali się, inni nasrożyli, ktoś zauważył pogardliwie:

— Ta kanalia zawsze ma humor!

Torbjörn spotkał znajomych i opowiedział im swą przygodę. Nie pozwolono mu iść samemu i wysłano ludzi po konia, wóz i rzeczy. Pan młody, dawny kolega szkolny, zaprosił go na weselne piwo i weszli obaj do domu. Niektórzy — zwłaszcza dziewczęta — chcieli dalej tańczyć, inni proponowali przerwę dla popicia i namawiali Aslaka, by opowiedział jaką dykteryjkę.

— Tylko bądź ostrożniejszy w wyborze niż poprzednio! — dodał ktoś.

Wyjaśniono mu, że przed chwilą zaszły pewne nieporozumienia i niektórzy goście weselni udali się na spoczynek, inni znów grają w karty na klepisku, a jeszcze inni zabawiają Knuta Nordhauga.

Spytał, gdzie jest Knut.

Ojciec pana młodego, stary człowiek z fajką w zębach siedzący na ławce i popijający piwo, ozwał się: