Synnöwe wiedziała teraz, że stało się coś strasznego.

— Czy leży w łóżku? — spytała.

— No, naturalnie. To bardzo smutna sprawa dla rodziców... Tacy zacni ludzie... I wychowali dobrze syna... Przynajmniej nie ponoszą winy w oczach Boga!

Synnöwe drżała na całym ciele, a matka mówiła dalej:

— Jak to dobrze, że żadna dziewczyna nie związała się z nim. Bóg wszystkim kieruje najlepiej...

Synnöwe uczuła taki zawrót głowy, że omal nie spadła ze wzgórza.

— Zawsze mówiłam ojcu: „Niech nas Bóg strzeże... mamy jedną tylko córkę, dlatego musimy dawać pilne baczenie...”, tak zawsze mówiłam. Ojciec ma miękkie serce mimo swej dzielności, więc dobrze, że szuka rady tam, gdzie zawsze znaleźć ją można, to jest w słowie bożym...

Synnöwe wspomniała, jak dobry był zawsze dla niej ojciec, i łzy napłynęły jej do oczu. Nie mogła ich powstrzymać. Załkała głośno.

— Czemu płaczesz? — spytała matka, starając się spojrzeć w jej pochyloną nisko twarz.

— Myślę o ojcu... — jąkała i... znowu łkanie wstrząsnęło jej piersią.