— Widzisz... on prawie wcale nie mówi! Leży tylko na wznak i patrzy prosto przed siebie. Nic więcej.

— Czy leży w świetlicy?

— Tak.

— Twarzą zwróconą ku oknu?

— Tak.

Zamilkły na chwilę. Potem rzekła Ingrid:

— Ten wiatraczek świętojański, który mu kiedyś dałaś, wisi dotąd u okna i kręci się na wietrze.

— Tak... tak... teraz mi już wszystko jedno! — powiedziała Synnöwe z naciskiem. — Nikt na świecie nie zdoła mnie z nim rozłączyć! Niech się dzieje, co chce!

Ingrid stropiła się.

— Doktor nie jest pewny, czy wróci do dawnych sił i zdrowia! — zauważyła.