Synnöwe stłumiła płacz, podniosła głowę i spojrzała w milczeniu na Ingrid. Potem znowu skuliła się i łzy popłynęły po jej policzkach. Złożyła ręce, uspokoiła się, siedziała chwilę bez ruchu. Nagle zdawało się, że powzięła postanowienie. Wstała, uśmiechnęła się, pochyliła się nad Ingrid i ucałowała ją serdecznie.
— Jeśli zostanie kaleką, będę go pielęgnowała. Zaraz to powiem rodzicom.
Ingrid była tym wzruszona do głębi. Ale zanim zdołała odpowiedzieć, Synnöwe uścisnęła jej rękę.
— Żegnam cię Ingrid! — powiedziała. — Wracam na hale!
Obróciła się raźno, by odejść.
— Kartka dla ciebie! — szepnęła Ingrid.
— Kartka? — zdziwiła się Synnöwe.
Ingrid wstała i przyniosła kartkę. Lewą ręką wsunęła ją za gors Synnöwe, a prawą objęła ją za szyję i serdecznie ucałowała, a Synnöwe uczuła na twarzy łzy przyjaciółki. Potem Ingrid pchnęła ją delikatnie ku drzwiom i zamknęła je zaraz, bo nie miała odwagi patrzeć na to, co nastąpi.
Synnöwe po cichu w pończochach zeszła po schodach, ale dużo myśli wirowało jej w głowie, przeto potrąciła jakiś przedmiot. Przeraziła się, skoczyła prędko na próg, przebiegła z trzewikami w rękach koło zabudowań, dopadła bramy, tam stanęła, wdziała obuwie i szybkim krokiem pospieszyła ku górom. Krew tętniła jej w skroniach. Szła szybko, nucąc swoim zwyczajem jakąś piosenkę z cicha, w takt kroków. Kroczyła coraz to prędzej, aż wreszcie zmęczenie zmusiło ją do odpoczynku.
Wtedy przypomniała sobie o kartce.