— Czy umiesz prędko chodzić? — spytał.

— Umiem... naturalnie! — zawołała.

Zaczął iść, ona biegła obok niego, a pies ich wyprzedzał.

Dotąd był pewny, że Mildrid jest równie spokojna jak on. Teraz zaczął się domyślać, że jest inaczej. Naturalnie trapi się myślą, co powiedzą rodzice! A także przeraził ją ten pośpiech, z jakim wszystko się stało. Teraz wszystko rozumiał dobrze i dziwił się, że mu to przedtem nie wpadło do głowy. Wszakże jemu samemu to, co się stało z Mildrid, wydało się po prostu jakby napaścią. Tym więcej musiała to odczuć młoda, wrażliwa dziewczyna, która dotąd żyła w zaciszu domowym przy rodzicach.

Przyśpieszył kroku. Beret biegła jak mogła, patrząc bez przerwy w jego oblicze. Z początku widział te oczy wpatrzone w siebie i zarumienione policzki, potem zatonął w myślach i nie zwracał na to uwagi.

Nagle spojrzał poza siebie i zobaczył, że Beret została w tyle, ale śpieszy jak może, by go doścignąć. Stanął i czekał, aż nadeszła, nie mogąc tchu złapać, a w oczach jej były łzy.

— O, widzę, że idę za szybko! — powiedział.

Podał jej rękę. Ale była tak zadyszana, że nie mogła odpowiedzieć.

— Spocznijmy trochę! — powiedział i posadził ją koło siebie.

Na jej twarzy wystąpiły jeszcze silniejsze rumieńce, nie śmiała nań patrzeć, a pierś jej falowała szybkim oddechem.