— Dość! Ale teraz jedz! — zalecił jej.
Zabrała się do jedzenia.
— Pewnie chciałaś iść do domu? — spytał.
Zarumieniła się.
— Tak! — powiedziała z cicha.
— Jutro, kiedy się porządnie wyśpisz, pójdziemy oboje do twoich rodziców!
Spojrzała nań od razu zdziwiona, potem z wielką wdzięcznością, ale nic nie odrzekła.
Zapytała Beret, gdzie była, a potem słuchała opowiadania siostry jak znalazła i przyprowadziła Jana. Dużą przyjemność sprawiła jej wiadomość, że pies ją znalazł i polizał po twarzy i rękach. Poczciwy Kwas siedział właśnie przed nią i chciwym wzrokiem śledził każdy kęs, jaki brała w usta. Pogłaskała go i od tej chwili po przyjacielsku dzieliła się z nim posiłkiem.
Gdy skończyła, wrócili powoli do koliby6, a Beret zaraz położyła się spać. Oni siedli przed domem. Zaczął mżyć drobny deszczyk, ale dach wystawał daleko poza ściany, przeto nie odczuwali tego wcale. Mgła oblegała chatę, a oni siedzieli jakby w zaczarowanym kole. Wieczór był raczej mroczny, a nie jasny.
Mówili przyciszonym głosem, poufnie, spokojnie, a każde słowo zbliżało ich do siebie. Była to właściwie ich pierwsza rozmowa. On prosił o przebaczenie za to, że zapomniał, iż jej położenie było inne niż jego, że przede wszystkim powinna się była porozumieć z rodzicami.