Mildrid milczała.

Ojciec powstrzymał porywczość matki i spytał:

— Czemuż nie pomówiłaś o tym z nami, drogie dziecko?

Matka podjęła łagodny ton ojca i dodała:

— Wiesz, jak nam zależy na dzieciach... na was... jak żyjemy samotnie... Zwłaszcza w tobie złożyliśmy całe zaufanie, Mildrid, bo ty nam byłaś najbliższa... Nie myśleliśmy, że... ty... nas opuścisz!

— Nie opuszczę was! — zawołała.

— Nie mów tak! — rzekł ojciec głosem surowszym. — Tyś nas już opuściła.

Mildrid uczuła, że to prawda, a jednocześnie nieprawda, ale nie mogła tej sprawy rozwikłać.

Matka zaczęła:

— I na cóż się tedy zdało, żeśmy żyli w miłości i bojaźni bożej z naszymi dziećmi... Przy pierwszej pokusie...