Ztamtąd doleciały mnie drwinki; i Atlung wyszedł ubrany, prowadząc swego konia.

Chłopcy, ujrzawszy ojca przelękli się bardzo, bo nagle uprzytomnili sobie te szkaradne wymysły, właściwie po to wypowiadane, aby komuś trzeciemu oddać złą przysługę.

Ojciec krzyknął głośno:

— Poczekajcie, niech tylko wrócę do domu, dostaniecie porządne rózgi.

Wsiadł w sanie i zaciął konia. W przejeździe dostrzegł mnie i skinął mi przyjaźnie głową.

Chłopcy stali przez chwilę, jak skamienieli. Poczem starszy biedz zaczął, jak tylko mógł najszybciej, a młodszy za nim, wołając z płaczem:

— Czekaj, Antoś, czekaj, zabierz Storma z sobą!

I zniknęli za szopą, ale długo jeszcze słyszałem płacz młodszego.

V

Straciłem humor i chciałem się pożegnać. Ale kiedy wszedłem do pokoju, pani domu siedziała na wygodnym fotelu w bawialni; zaledwie się pokazałem, zagadnęła mnie: