— Co pan myśli o Wychowaniu Spencera? Czy pan sądzi, że teorye jego można zastosować do praktyki?

Nie chciałem wdawać się w dyskusyę na ten temat i dlatego odparłem tylko:

— Praktyka męża pani, nie jest w każdym razie w zgodzie ze Spencerem.

— Praktyka mego męża? — O ile mi się zdaje nie ma żadnej. Uśmiechnęła się.

— Pani zdaniem, nie troszczy się o dzieci?

— O, w tym względzie podobny jest do wszystkich innych mężczyzn, — bawią się oni tylko czasem dziećmi, albo je biją, jeśli zrobią coś takiego, co im się nie podoba.

— Pani sądzi, że oboje małżonkowie jednako są odpowiedzialni za dzieci.

— No, naturalnie. Ale mężczyźni i tu zrobili sobie podział taki, jak im się podobało.

Pragnąłem odejść. Spojrzała na mnie ździwiona i spytała mnie, czy nie chciałbym przynajmniej napić się wpierw kawy?

— Ale prawda, — dodała — przecież pan tu niema nikogo, z kim mógłby porozmawiać.