Zamilkła na chwilę, poczem odparła zwolna:

— W zasadzie znam w życiu tylko jedno wielkie pragnienie, a to do spełnienia go, może mi być właśnie potrzebny powrót pana.

— O cóż idzie, droga pani?

— Tego powiedzieć panu nie mogę o ile nie otrzymam obietnicy powrotu.

— W takim razie przyrzekam pani.

— Dziękuję.

Przysunąłem się do niej i wziąłem ją za rękę.

— Co pani cięży?

— Nie, nie teraz. Jak pan powróci. Musi nam pan dopomódz, o ile pan będzie uważał to za dobre.

— Naturalnie. Przecież ja w wielu wypadkach myślę tak, jak Atlung. On będzie się liczył z pani argumentami.