— Co się stało, Stino? — zapytał.
Nie odpowiedziała zaraz, spojrzała tylko na swoją panią, która podniosła głowę.
— Co się stało, Stino? — powtórzyła.
— Chłopcy... — zaczęła i zatrzymała się.
— Co chłopcy? — powtórzyli oboje.
— Niema ich, ani na podwórzu, ani na placu. Szukaliśmy wszędzie i w fabrykach.
— Gdzie widziano ich ostatni raz? — zawołał Atlung.
— Majerowa mówiła, że widziała, jak chłopcy wybiegli z płaczem z parku, kiedy pan obiecał im rózgi.
— Staw! — wymknęło mi się z ust.
To nie był wyrzut, o nie, to był okrzyk rozpaczy.