Hitler wieje!

— Wierszyk? Wierszyków ja nie tłumaczę, Żydu.

— Ty, Uri, nie chlap ozorem. Herr Wachtmeister od samego rana chodzi struty, miejsca sobie znaleźć nie może, bo go biorą na front. Pobił już trzech, ty będziesz czwarty!

— Panowie, bez kłótni. Ja chromolę taką politykę! Człowiek ma jeszcze pod podszewką parę mizernych złociszów, a jak od nowa zacznie się macanka, wróci do domu goły!

— Wszy nie odbiorą, ten towar zostawią. Goły nie wrócisz, najwyżej z przychówkiem.

— Kochane, rodzone wszy. Gdyby te moje „drobne” dało się obrócić w kapitał, byłbym kapitalistą.

— A tak? Giemza. I co ty, biedny, wszawy tragarzu żydowski, szwabom zawiniłeś?

— Jeszcze żyję.

— To jest życie? Przebudźcie się, Niemcy.

Deutschland erwache163!