Odwrócił się i — maleńka figurka na wysokim usypisku gliny, nad wyrytym pustym dołem — z oddali tłumaczył im coś urywanymi i szybkimi gestami. Zsunął się na dno dołu, wynurzył po chwili i biegł do nich, dysząc ze zmęczenia.

— Obcięty interes — powiedział Elijahu. — Będzie pluskwa. Tfu — splunął. I głośno zawołał do Ernesta: — Brykamy!

— Już — sapał Ernest. — Pocze... — Wiosłował rękami w powietrzu. — Zgubiłem... Już!

Nie było ani chwili czasu. Chmara ludzi poczęła zbiegać się ze wszystkich stron. Otoczyły ich drągi, szpadle i kilofy. W zupełnej ciszy usłyszeli mściwe posapywanie — gniew, który obywa się bez słów.

— Dęba — powiedział szeptem Elijahu i ręką wskazał kierunek: — Tam. — Ale gdzie tylko wskazał, spomiędzy dołów i z dołów, jak spod ziemi, wyrastali przed nimi biegnący furmani, tragarze, tłum łopaciarzy. — Tamtędy — powiedział, ale i tamtędy już nie mogli swobodnie przebiec. Krążyli i miotali się między starymi i nowymi grobami okopiska, osaczeni ze wszystkich stron.

Halt! Halt! Halt alle bis auf den letzten194.

W bramie cmentarza stali Niemcy.

Oficerowie szybko zbliżali się do ludzi, a w ich głosach znać było stanowczą, powściągliwą groźbę. Jeden potrząsał parabellum195 w uniesionej dłoni, drugi trzymał w gotowości leicę196. Srebrzyste sploty sutych adiutanckich sznurów kołysały się wokół ich ramion. A za nimi w pewnej odległości ciągnęli hałaśliwie rozbawieni cywile, zwracający uwagę nonszalancją i przesadną swobodą turystów. Panowie z kolanami w szerokich, luźnych, fałdzistych pumpach, z łydkami w wełnianych kraciastych skarpetach. Panie w letnich, kwiecistych, pstrych sukienkach. W oddali kołysała się żółta parasolka, a w jej cieniu jasnoszary kostium, niżej jedwabna pończoszka, a jeszcze niżej, przy samej ziemi, czarny pantofelek. Pantofelek utknął w glinie okopiska, stopa w jedwabnej pończoszce uniosła się z wdziękiem ku górze, żółta parasolka zachwiała się, zakołysała i popłynęła po niebie jak lekka chmurka.

Hilfe197.

Wśród przybyszów rozległ się wybuch hałaśliwego śmiechu. Oficer, lekko i swobodnie trzymający w uniesionej dłoni parabellum, odwrócił się na wołanie kobiety i jasnym, czystym, donośnym głosem powiedział: