Jej milczenie, tak inne od milczenia głazu,

I czuł to, co się czuje — nigdy lub od razu.

Więc serdecznie jej sękom przyglądał się z bliska,

Więc widział, jak się zmaga i rdzą bólu błyska,

Więc poniósł własnoręcznie chorą do schroniska.

Tam jej wybrał zakątek od słońca pstrokaty,

Tam jej rany w rosiste poobłóczył szmaty,

Tam przygrywał na lutni8 i znosił jej kwiaty.

Ale wkrótce nadeszły rozpląsane święta,

I króla otoczyły w pałacu dziewczęta,