Sen pasła jawą róż.

Upadła pani w mrok na kolana.

«Tak będę trudniej zowąd widziana!» —

Tamuje wonny dech,

Nocnych się bojąc ech.

Gdy północ wzmogła sny nieomylne,

Słyszy stąpanie bose i pilne —

Ściągnęła czujne brwi:

Ktoś wręcz12 otworzył drzwi.

Na klęczkach pani wzroku natęża13,