Rwać mi kwiaty rękami obiema!

Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?

Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady

Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,

Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,

Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia,

Żuki grały jej potrupne, świerszcze — pieśni powitalne,

Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!

Wszyscy byli w owym miejscu na słonecznym, na obrzędzie,

Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!