Do pierwszego Macieja rzecze Maciej wtóry:

— «Tak się kości gną we mnie, jak te obce wióry.

W tym, że Czmur nas nadpsował — nie ma jeszcze sromu.

Czas duszom — do pokuty... Czas ciałom — do domu...

Lubię księżyc — na strychu, a słońce — w altanie,

Ale lubię najbardziej — siebie wzdłuż na sianie!...

Ty poleżysz ustronnie — i ja też poleżę.

Odzyskamy sił krztynę, szeptając pacierze,

Grzeszną duszę do Boga nastroim jak skrzypkę,

A ziele spożyjemy z mlekiem na przechlipkę».