I zaoczył dziewczynę... I znowu zaoczył...

Leżała, dłużąc w trawie swój dreszcz jednolity.

Paw z nią gruchał, a w pawiu tkwił Indra ukryty.

Porzucił praistnienia zjesieniałość górną,

By się nasnuć jej w oczy tak barwno i piórno!

Krył się w ptaku na prędce i krył się nieściśle,

W pawim wątku, jak w trwożnym mętniejąc domyśle, —

I puszyściał jej w szyję i szeptał do ucha,

Aż mu coś odszepnęła dziewczyna-szeptucha,

I zaśmiała się nagle z całej w słońcu duszy,