Usznymi paluszkami zatykała uszy,

I dyszała do pawia, a paw do niej dyszał,

Lecz tego, co mówili, Dżananda nie słyszał.

Śniadą w twarzy miał zawiść, a w oczach miał drwinę,

Duchem smaglił się w pawia. Już kochał dziewczynę!

I, gdy paw zmyślnym dziobem włos sypki rozstrząsał,

Łuk pochwycił i strzałę w łeb ptaka nadąsał!

Spłoszył się Bóg, w ptaszęcym ledwo skryty ciele,

I odfrunął z trzepotem w bliskie różnoziele.

Zlękłym piersiom, gdy strzała żer nowy odgadła,