Wypodziemnił się nagle i wypodzielenił

I dział się tak pośpiesznie, że aż zbrakło czasu

I nie można już było iść dalej — w głąb lasu —

I nikt nie mógł zrozumieć i nie chciał zrozumieć,

Czemu trzeba tak istnieć, żeby łkać i szumieć?

A sęki i gałęzie, i liście przez liście

Działy się zieleniście, bardzo zieleniście —

I ja, gdym w dziejbę leśną wbiegła nieostrożnie,

Działam się wobec chłopców — bez płaczu a trwożnie!

O, chwyć teraz w ramiona dziejbę mego ciała!