Za niego dźwigam brzemię należnej mi sławy

I za niego o przyszłość mych pieśni się trwożę —

Żyję tak, jakbym jego życia był ciekawy —

Ginę, jak on by ginął, choć zginąć nie może!

Ten go uczci, co będzie na moim pogrzebie,

Gdy moja mgła się z jego spokrewni tumanem.

Nikt się nigdy nie dowie, czym byłem dla siebie —

Dla innych chciałbym zawsze być tylko Osjanem.

Tak rzekł śpiewak, lecz własnym smutkom nie podołał,

I nagle: Boże, Boże! — do Boga zawołał.