Czuł tożsamość obojga — orszak szedł pośpiesznie,

A jemu się zdawało, że w miejscu tkwi śmiesznie.

Czekał, aż uśnie w Bogu, lecz stwierdził naocznie,

Że Bóg nie jest — noclegiem — i że już nie spocznie.

Pogardą na śmiertelne odpowiadał dreszcze.

«Śpi snem wiecznym» — szeptano, ale nie spał jeszcze.

Szedł coraz bezpowrotniej — w pozgonnym24 rozpędzie.

«Śpi snem wiecznym»... Snu nie ma i nigdy nie będzie!

«Szczęśliwy! Już nie cierpi!» — tak mówiono wkoło —

A on w świat trosk mogilnych kroczył niewesoło,