Szumiąc zieleni zaklętą pierwszyzną,

Nieprzewidzianą, a bujną i żyzną,

Wśród której życie, przemieszane z zorzą,

Przeświecające wraz z niebem przez liście,

Purpurowieje mętnie i cieniście.

Na widnokręgu obłoki się mnożą.

Od dziewcząt cienie padają ukośne

I jednoczesne i dziwnie nieznośne,

Jak gdyby po to wysnuły się drogą,

Aby mi dowieść, że mają od kogo