I na co upaść... I błędne motyle

Na pokaz, z trudem swój kształt w zorzy trwalą45.

Teraz chcę zliczyć tłum dziewcząt, co falą

Płynie po kwiatach — jest tyle a tyle,

To wszystko, — liczby określić nie umiem,

Ale ją na wskroś i żywcem rozumiem,

Jak gdyby była nie liczbą, lecz spadem

Ciał w głąb na oścież rozwartego ducha.

Już czerwiec, skrząc się, biegnie moim sadem,

A w chacie mojej — noc lipcowa, głucha,