Lecz nastała ta cisza, co nic nie pamięta.

Słychać było, jak czas się po gwiazdach wałęta...

I rzekł Bóg: — «Chciałbym ciebie zachować zazdrośnie

Mym niebiosom — Spójrz! Wszechświat ma się już ku wiośnie!»

Eliasz z wozu wynurzył swą pierś i urwiście

Zwisł nad głębią i dłonie wprzód rozwiał, jak liście,

I tak trwał, niby nagła mroków uroślina,

Co pnączem swego ciała w bezmiary się wspina,

I, wargami zmacawszy chłód gwiezdnych przezroczy,

Do Boga wzwyż i na wprost mówił w cztery oczy: