Co zaledwo się różnił od dębów i sosen

I tą właśnie różnicą leciał w sen — pierwosen.

Prażywicznych wybroczyn leśne ustoiny

Wywiały czad istnienia w pobliża męt siny,

I mroki, woń ożywczą węsząc bezrozumnie,

Zaroiły się wokół wroniście i tłumnie.

A prorok przetarł oczy i przynaglił biegu.

Rozpędzony na zawsze w tę noc bez noclegu

Saturn, niebem zdyszany, dniał w nurtach ciemnoty

I biegł ścieżką domyślną — niepochwycień złoty.