A niczyje i nikim nie będące ciało

Do jej progów omylnym łbem się przyśniwało,

By wygoić ich kurzem od dołu do góry

Rozjątrzoną bezdomność chciwej szczęścia skóry.

Tu tkwiły włóczyzmory, w swym konaniu zwinne,

Pstrocinami złych ślepi migotliwie czynne,

Strawione zaraźliwym liszajem niebytu,

A łase na ułomną podobiznę świtu...

Tu mgławice dłużyły rąk wyłudę białą

W schłon próżni, gdzie się dotąd nic jeszcze nie stało,