Spogląda oczodołów próżnicą wierutną

W obłoków napuszyście wybujały Bezbyt,

Poza którym nic nie ma, prócz tego, że smutno...

Lecz on smutek w pośmiertnej przekroczył podróży,

Pierś wzbogacił weselem nowego żywota,

A gdy mu nieśmiertelność zbyt modro się dłuży, —

Tka snowi wieczystemu wezgłowie ze złota!...

Zazdroszczę mu, bo duszę do trosk ma niezdolną,

Nie wie, co to jest — nędza i żal i pustkowie.

Poznał przepych tajemnic! Niech wszystko opowie,