A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!

Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,

Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,

Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie

I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.

I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza

Do mej piersi kosmatej, widnej320 w niedomroczu321,

W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza

I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu.

[Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady...]