Zapłoniony odlata525. A rycerz ukosem

W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera526

I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera

Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania

Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!

W locie

Na potworze, z majaczeń wylęgłym rozbłysku,

Mknę, kresów nienawidząc, w wieczystą swobodę,

W nieskończoność, co szumiąc, pieni mu się w pysku,

Aż nagle zwierz mój trafia na lęk, na przeszkodę