I w miejscu, gdzie dla oczu kończą się błękity,

Staje dęba! Wiem dobrze: tu — Bóg jest ukryty!

Zastygły w zlękłym skoku nad otchłanią wiszę,

Pełno w niej jego spojrzeń i głos jego słyszę:

«Jam527 — twój kres! Czekam na cię528 — na swego przybłędę,

A gdziekolwiek podążysz — tam ja z tobą będę!»

Nie znam kresu! Mej żądzy zuchwałym przymusem

Znagliłem zwierza w bezmiar, a on jednym susem

Przesadził529 otchłań z Bogiem, jak nikłą zaporę —

I znów jestem swobodny! Niebo wokół gore530!