Łeb śmierci oswojonej pieściła swą dłonią.

Śmierć się łasi do stóp jej, niby wierna służka,

Baczna na lada szepty i lada skinienia,

I jej oczu śmiertelna w nieskończoność zmrużka550

Jest tym tylko, czym dla nas chwila zamyślenia.

Kocham to ciało chore, co tai w zadumie

Czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca

I wie jeszcze coś więcej, niźli wiedzieć umie

Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca.

Kocham dłoń, do wężowej nawykłą pieszczoty,