Paznokcie, zabarwione wypłowiałym różem,

Piersi, nigdy niesyte swej własnej zniszczoty551,

I dwa zęby u wargi, pokalanej kurzem.

Kocham pozór oddechu, co łamie pierś białą,

Szat, zużytych na cuda, postrzępione kraje —

I nie wiem, czybym pieścił skwapliwiej to ciało

W chwili, kiedy umiera, czy też — zmartwychwstaje.

Dwaj skazańcy

Widziałem dwóch skazańców, co na swym uboczu

Wysłuchali wyroku pod bagnetów strażą