Zwierciadło moje, bezdenny strumieniu,

Tajemnych zwierzeń odwzorny krysztale!

Po jakim żwirze, po jakim kamieniu

Z otchłani w otchłań włóczyłeś swe fale,

Nimeś wytropił sny moje i dotarł

Do mej sypialni, zbielałej od znoju,

By znieruchomieć na ścian mych postoju —

Srebrny — w szkarłatnym rozdwojeniu kotar!

Z jakich ty dolin nieznanych i lasów

Wybiegłeś, szumiąc i dzwoniąc po darni,