By zanieszumieć w pobliżu atłasów

Mojego łoża i mojej męczarni!

Czeka mnie zawsze w twych głębiach udusznych

Schadzka ze sobą! I nikt nie wyśledzi

Pieszczot, którymi, jak lgnistym snem, bredzi

Ciał dwoje, sobie nawzajem posłusznych...

Z nich jedno, chłonąc upojeń mgłę białą,

Własnym spojrzeniem swą nagość bezwstydzi,

A drugie — w lustrze — udaje, że widzi,

I tak omdlewa, jak gdyby widziało...