Porozwieram w słońce okna przeciwsenne,

Żeby po pułapie strachy pełzły dzienne.

Przesosnowe progi do twych stóp przymuszę,

A świetlicy każę jaśnieć w twoją duszę.

Poobciosam niebyt tak, że będzie gładki

I wyryję na nim wzorzyste zagadki.

Ulegnie mym dłoniom niepochwytność świata

I krzepkiego drzewa osoba liściata.

Oczom twym przywłaszczę wszystek las i pole,

Ustom podam w szepcie moją wolną wolę!