Popod snu bramą,
Wznosząc boleśnie w wieczność i w chłód
Twarz nie tę samą?...
Nie, nie! Przy tobie, jak dawniej, trwa
Śmiertelny, bujny!
Jest tu, gdzie zgroza, niewiara twa
I sen twój czujny!
Przechodzień
Zgony liliowe w pustce nad drogą,
I nic — i bezbrzeż traw!