Znam ja złocistość, co śni się niebu w imię rezedy131...

Dla snów błędnych jest człowiek — lada Bożą ustronią132.

Gasł niegdyś wieczór — i łódź się moja rozbiła wtedy

O tę zgubną złocistość. Tak się stało, że o nią.

Zorza dokrwawia swój żal do nieba w czerwieniach pustych,

A obłoki gasnące chcą w bezludny świat uróść133.

Czymże jest dla mnie — albo dla jezior — albo dla brzóz tych

Głuchoniemej wieczności zaraźliwość i burość!

Czym tajemnicę w niepowtarzalnych dreszczach roztrwonił,

Gdym twe ciało w ciemnościach pieszczotami przejaśnił?...