Zaroiły się wokół wroniście i tłumnie.

A prorok przetarł oczy i przynaglił biegu.

Rozpędzony na zawsze w tę noc bez noclegu

Saturn, niebem zdyszany, dniał w nurtach ciemnoty

I biegł ścieżką domyślną — niepochwycień złoty.

I Jowisz jak tęczowa przewinął się plucha,

I Neptun jak cienista przemknął zawierucha, —

A wóz boży, płomienie rozchyżywszy czujne,

Minął słońca podwójne i słońca potrójne

I brnął w gąszcz, gdzie z nicością zmieszane na poły,