Pstrocinami złych ślepi migotliwie czynne,

Strawione zaraźliwym liszajem niebytu,

A łase na ułomną podobiznę świtu...

Tu mgławice dłużyły rąk wyłudę białą

W schłon próżni, gdzie się dotąd nic jeszcze nie stało,

Strzęp świata, zdruzganego na prochy w przestworzu,

Bławatkował zadumą o świetlącym zbożu...

Ale prorok, w tęsknoty zapodziany trudzie,

Nie zważał na to rojne w niebiosach bezludzie

Upojony tchem mgławic, zwycięsko rozpędny,