Wsparty o krawędź wozu, a sam — nadkrawędny

Ścigał bezkres i piersią czuł radość pościgu.

A gwiazdy, drobniejące za nim w okamigu,

I światy, co we wprawnym kołują obłędzie,

I to życie, co pragnie trwać zawsze i wszędzie,

I ziemskiego pobytu krzątliwa śródzielność,

Świat i zaświat, i dusza — śmierć i nieśmiertelność, —

Wszystko zbladło, zmarniało w wyżynnym wspomnieniu.

Jak sen, co śnić się nie chce, a śni się wbrew chceniu.

A właśnie uwikłany w czepliwym obłoku