Ni to twarz słońca... ni to żar zbyteczny...

I po raz pierwszy ujrzana gdzieś łąka...»

Więc zrozumiałem, że ją traf słoneczny

Stworzył i ciała białośnieżną ciszę

Rozśpiewał nagle w purpury zgiełk wieczny —

I rozkołysał w znój — i wciąż kołysze...

A gdym w nią patrzał — tak znojną bezkreśnie,

Myślałem, że z patrzenia zaniedyszę!

A ona rzekła: «Przemijam boleśnie:

Śnią mi się nocą ognie i szkarłaty,