Barw ostateczność przeraża mię we śnie!...

Dzień bywa jeno we kwiaty bogaty,

A że prócz kwiecia — nikogo wokoło,

Więc do zmęczenia zrywałam te kwiaty!»

Mówiła jeszcze, że nieraz na czoło

Kładła dłoń własną tak zwinnym odruchem,

Jak czyjąś obcą — zdradziecko wesołą...

A raz — niedawno — że stała się duchem

I, jak w głąb sadu, poszła w niewidzialność,

Szumiącą kędyś — nad urwiskiem głuchem...