Oględnie z rozkoszy mdlej

Tą piersią, co z trudem dyszy!

Do śmierci, do śmierci twej

Wraz z tobą nawykam w ciszy.

Warkocz

Znowu nędza do ucha nam śpiewa,

I tej śpiewki słuchamy bezradnie.

W piecu reszta dopala się drzewa —

A co jutro uczynić wypadnie?

Mówię do cię16 z koślawym uśmiechem: