Rozkwitły w nieba szafirowym skwarze

Bez drzew, bez kwiatów — a śniący w bezmiarze

O jagód leśnych padolnej czerwieni...

Widzimy gwiazdy, jak skrzą się i świecą

Skrytą zielenią, tajemnym szkarłatem

I, upojone swym własnym zaświatem

Pomimowoli wiążą się i klecą

W girlandy, w wieńce (rzucone w obczyznę

Mroków) — i w krzewy zwikłane i dalej

W zawiłe gąszcze niedosiężnych alej,