Kędy, srebrząca swych lotów krzywiznę,

Wzbija się sennie dróg mlecznych kurzawa

I, z niespodzianą spotkawszy się chmurą,

Skłębią swe pyły, na chwilę przystawa

W cieniu — i znowu w dal pędzi, za którą

Mży nieskończoność złota i cienista,

Gdzie duch z tchem, w piersi zapartym, korzysta

Z ożywczych pogód ciszy bezupalnej,

Aby istnieniu, co szumi swe szumy,

Przydać tęsknoty i zgrozy oddalnej