I gwiazd naprószyć do ciemnej zadumy...

O, tak! rozszerzyć, rozbujać swe życie

Z bezkresu — w bezkres, od szczytu — do szczytu!

Płaczem ogarnąć tę wszystkość błękitu,

I tuż przy chmurze swego serca bicie

Słyszeć — i sercem o ziemię zahaczyć,

Spłoszyć się nagle — i nagle zobaczyć

Wenus, płonącą — sobie i nikomu

Światłem, co w ździeble tai czar ogromu!...

O, tak!... I ujrzeć tam, gdzie duchom — droga,