Aż wreszcie, depcząc pierś obłoku,

Jakiegoś Boga mając w oku,

Z duszą na wschodzie i zachodzie,

Stanąłem blady w tym ogrodzie!

Tam każde drzewo jest zaklęte,

Tam są topole wniebowzięte,

Kaskady drętwe, w snach skąpane,

Mocą obłędów sfałdowane,

I takich jezior tonie sine,

Że straszno spojrzeć w ich głębinę,