I to wszystko mnie boli!... Ja — sam siebie tak bolę!» —

Wołał w bezmiar i ku Bogu pan Błyszczyński.

Ale Boga już nie było... Pustka padła wzdłuż na kwiaty.

Widma drzew szeptały: «Zmiłuj się nad nami!» —

Błogosławiąc snom wszelkim, leciał w dalsze wszechświaty

Powietrzami, wstrząsanymi powietrzami.

Pewno widać było z nieba, że świat mija i przeminie,

I że snom przyświeca — woda na kamieniu...

Pan Błyszczyński zaszeptał w usta niemej dziewczynie:

— «Błędny cieniu, marny cieniu, cudny cieniu!